Iluzja

 privacy-policy-mainNie mam,bo szanuję swoją prywatność

Powyższy tekst usłyszałem dziś taki tekst rozmawiając ze znajomym i pytając go czy gdzieś prócz telefonu mogę go znaleźć. Nie zawsze chce mi się dzwonić, a często siedzę przy komputerze, ot taka praca, dwa kompy odpalone, na jednym coś tam obrabiam, na drugim leci jakiś podcast a przy okazji odpalony jest fejs czy inne diabelstwo. Gdy czegoś potrzebuję czy ktoś chce czegoś ode mnie, raz dwa, mogę przełączyć okna odpisać i wrócić do pracy, wciąż mając obie ręce wolne. Tak… nie chce mi się trzymać telefonu w łapie, nie chce mi się go szukać bo gdzieś go rzuciłem i nie chce mi się podchodzić do chwila do ładowarki. Dobra ale tak w zasadzie co to ma wspólnego z powyższym tematem? Oj całkiem sporo.cookie-monster

Oni wiedzą

Kolega powołał się na prywatność, na to, że nie chce, żeby korporacje wiedziały co lubi, gdzie jest, co robi. Nie używa fejsa bo nie chce być szpiegowany. Wspaniale. Tylko, jest jeden mały szkopuł – korporacje i tak wiedzą o nim w zasadzie wszystko o czym powiedział – doskonale wiedzą co lubi, gdzie jest i co mniej więcej robi. Nie potrzebują do tego wspomnianego portalu społecznościowego. Załóżmy, że tak jak i on nie masz fejsa z podobnych pobudek, albo wydaje Ci się, że jesteś totalnie anonimowy w sieci. Pozbądź się tej wiary bo to iluzja. Chodzisz po stronach? Chodzisz. Akceptujesz cookies? Akceptujesz bo w zasadzie nie masz wyboru, jeśli nie zaakceptujesz to albo zostaniesz usunięty z witryny, albo nie będziesz miał dostępu do pełnej funkcjonalności strony, którą właśnie przeglądasz. Akceptując ciasteczka, wysyłasz już pewny ślad, interesujesz się stroną o jakiejś tematyce, przechodzisz na następną stronę, Privacy1robisz to samo – akceptujesz ciasteczka (przynajmniej te mają zero kalorii), znów wysyłasz pewne informacje. W ciągu dnia przeglądasz dziesiątki witryn, szukasz pewnych rzeczy, czytasz newsy z dziedziny, która Cię interesuje, oglądasz filmiki i słuchasz muzyki w necie. Wszystkie te informacje przesyłasz do firm monitorujących bądź do samego “wujcia Google”. I nagle zaczynają Cię bombardować jakieś dziwne reklamy, załóżmy, że szukałeś/szukałaś sklepu z artykułami sportowymi nic ciekawego nie znalazłaś i wchodzisz na Youtube’a aby się zrelaksować. Nagle przed filmikiem włącza Ci się reklama jakiejś firmy sportowej, przeleciała, film się zaczyna, a obok niego wyskakuje reklama jakiegoś sklepu sportowego. Tak. Oni już wiedzą. Co najważniejsze – działają tak, żeby Tobie drogi czytelniku wydawało się to przypadkiem. Oglądasz filmik i przez przypadek, akurat, pojawia się reklama konkurencji sieci sklepów sportowych X, sieć sklepów sportowych Y i właśnie w sklepie niedaleko Ciebie mają fantastyczną promocję. Przypadki – nie istnieją. Po pierwsze – reklamodawca idealnie wie gdzie jesteś – dzięki geolokalizacji, po drugie wie czego szukasz – dzięki między innymi plikom cookies i wie też na co Cię stać – również dzięki temu jakie produkty w jakich cenach oglądałeś.

Ale to nie wszystko… nie wszystko-o…ibeacon

Dobra, ale to nie dzieje się tylko wtedy gdy jesteśmy w domciu i przeglądamy sobie strony internetowe. Załóżmy, że wyłączamy komputer, bierzemy swój telefon i wychodzimy z mieszkania. “To” wciąż się dzieje. Tym razem “to” dzieje się nawet bez Twojej ingerencji. Twój telefon wysyła informacje gdzie jesteś łącząc się z coraz to nowymi punktami dostępu do sieci. Jedziesz autobusem i co robisz? Odpalasz jakąś free-to-play gierkę z mikropłatnościami, albo uruchamiasz przeglądarkę i zaczynasz eksplorować sieć. I w przypadku gdy grasz i w przypadku gdy uruchamiasz przeglądarkę – znów zaczną Ci się pojawiać reklamy, tym razem dostosowane do tego gdzie jesteś. O!  wyświetla się reklama salonu jakiegoś salonu spa. O! To Akurat salon spa dwa przystanki dalej i ma promocję! Cóż za przypadek. Przypadek? Nie sądzę. Mało tego, już nie długo mają się pojawić na ulicach mikronadajniki, tzw “ibeackon”, którę będą łączyły się z naszymi telefonami przez bluetooth i kiedy będziemy obok nich przechodzić dostaniemy informacje o ciekawym miejscu turystycznym… bądź, że właśnie przeszliśmy obok salonu manicure, który ma promocję 10% dla ludzi, którzy przyjdą do nich i podadzą hasło “ibeackon mi powiedział”. Cóż za przypadek.

Prywatność, seriously?

Idąc dalej tym tropem, nie wiem jak Wy, ale ja kocham moją asystentkę o imieniu Siri. Dlaczego darze ją tak szczególnym uczuciem? Bo cenię sobie jej wiedzę. Jeśli zada się jej odpowiednie pytanie – potrafi w parę sekund mi na nie odpowiedzieć udzielając wszystkich możliwych szczegółów. Chce wiedzieć jaki był wynik meczu? Pytam Siri. Chce wiedzieć kiedy 93dc77d58b3cc9ca6d2439188510b5b2Juventus będzie grać? Pytam Siri. Nie wiem do końca i jak dojść do domu… nie zgadniecie! Pytam Siri.  Chce zadzwonić, czy podyktować sms’a – tak, znów używam Siri. Użytwkonicy systemu Android mają zamiast Siri działającą na takiej samej zasadzie aplikację Google Now. Pewnie domyślacie się do czego zmierzam. Tak. Jest pewien haczyk – asystenci głosowi działają tylko kiedy mamy zasięg internetowy. Uprawiając jogging po lesie Siri nie był nawet wstanie zadzwonić do nikogo, niczego sprawdzić, która jest godzina. Co za tym idzie mówimy do swoich telefonów, mówimy im czego aktualnie potrzebujemy – pytając się asystenta głosowego gdzie jestem informuję firmę Apple o swojej lokalizacji, pytając o mecze informuję o tym, że interesuje się sportem, a nawet jaką ligą. Zapewne wysyłamy też informację jakie aplikacje mamy włączone w trakcie używania telefonu etc. Jako, że asystenci nie działają bez dostępu do sieci, firmy zbierają tony informacji o swoich użytkownikach, bo chyba nikt nie jest tak naiwny, żeby stwierdzić, że to co mówimy jest powiedziane raz i zaraz potem “usuwane” z serwerów korporacji.

“Pomarzyć dobra rzecz”

Także to czy mamy fejsa czy nie, czy używamy sieci społecznościowych czy też nie, nie ma to tak naprawdę znaczenia. Prywatność jest już tylko mitem, czymś co było i zapewne nie wróci. Dane o nas są zbyt cenne dla korporacji, bo dzięki nim mogą doskonale targetować do nas reklamę, co przełoży im się na wzrost zysków. Co najśmieszniejsze, użyłem słów, że informacja o nas jest “cenna” – wierutna tech-privacy04.grid-5x2bzdura, nie są to wysokie koszta, szczególnie, że informacje te kupuje się hurtowo, a kosztują… najwyżej kilkadziesiąt centów.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s